O realności - na podstawie filmu Earl i ja, i umierająca dziewczyna


Jeżeli macie wrażenie, że filmy dla młodzieży robią się coraz bardziej naiwne i nierzeczywiste - nie macie racji. Nie robią się, bo zawsze były i będą. Taka specyfika. Natomiast dzisiaj spróbuję Was przekonać, że to zniekształcenie rzeczywistości to nic złego, wręcz przeciwnie. Prawdopodobnie nie napisałbym tego posta, gdyby nie jeden film - "Earl i ja, i umierająca dziewczyna". 

Gdybym umieścił tu opis filmu, powiedzielibyście, że to już wszędzie było. Dlatego tego nie zrobię. Przeczytajcie książkę lub jeżeli nie macie na to czasu - zobaczcie ekranizację. Jednak nie czytajcie opisu. Najlepiej podejść do niego z otwartym umysłem. 

Ten wpis zapewne nie będzie długi, nazwać tego recenzją też nie będzie można. Chcę się z Wami podzielić tylko moimi wrażeniami, zachęcić, spróbować oczarować na tyle, byście sięgnęli po książkę lub film. Miałem jednak mówić o realności. Bo to mnie najbardziej poruszyło. Zaczynajmy więc. Wiecie co mnie najbardziej denerwuje w filmach? Wymuszona rzeczywistość, kształtowanie fabuły, bohaterów tak, by jak najbardziej upodobniali się do nas. Dopasowywanie na siłę nigdy nie się nie udaje i zamiast tego dostajemy efekt zupełnie odwrotny - sztuczny film, z którego sztucznych scen wylewa się morze sztuczności. Nie umiem podkreślić tego dobitniej. 

Wiecie dlaczego "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" zasługuje na uwagę? Bo nie jest na siłę dopasowany do rzeczywistości. Mamy wrażenie, że ten cały świat lawiruje pomiędzy realizmem a czymś przerysowanym. W tym tkwi cała istota i piękno. W tym, żeby w tej całej nie-rzeczywistości odnaleźć samego siebie, swoje własne cechy, ale słowo-klucz to "odnaleźć", a nie mieć podane na tacy. Szukanie sprawia, że kiedy skończymy oglądać film, jesteśmy wbici w fotel i nie możemy się poruszyć. Napisy końcowe przelatują nam przed oczami, a my próbujemy wyrwać się z tego transu, lecz nie możemy. Po części też nie chcemy. Bo jesteśmy oczarowani. 

Chciałem napisać, żebyście nie kierowali się uprzedzeniami na początku filmu, jeżeli dowiecie się, czego dotyczy. Myślę jednak, że zaczaruje on Was już od pierwszych sekund swoim urokiem, brakiem realizmu i świetną reżyserią. Miłego oglądania! 



2 komentarze:

  1. Hmm sama nie wiem. Może się skuszę, ale sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno przeczytam książkę, ale nie wiem czy na film się skuszę ;) Wesołych świąt!
    k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń