Niby inny, lecz taki sam


Książkę "Wybacz mi, Leonardzie" przeczytałem dosyć dawno, bodajże na początku wakacji. Zagiąłem swoje przyzwyczajenie i nie napisałem recenzji od razu po przeczytaniu. Czemu?  Zwyczajnie nie umiałem. Dzisiaj postanowiłem coś napisać. Wreszcie. Ale chyba nadal nie wiem, co o tej książce powiedzieć. 

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!

Tyle, że fabuły i przekazu tej książki nie da się ścisnąć do zwięzłego opisu z tyłu okładki. Każdy może odebrać ją na inny, swój własny sposób. Dla mnie jest to opowieść o dojrzewaniu. O tym, co czuje młoda osoba, która z jednej strony dzieckiem już nie jest, a za chwilę stanie się dorosła. To wcale nie jest pocieszająca myśl, bo niby długo wyczekiwana samodzielność i brak kontroli jest czymś, czym możemy się zachwycać, a jednak często staje się źródłem strachu. I opis sugeruje nam, że Leonard jest osobą, która potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Cóż, czytając książkę, początkowo może nam się tak wydawać, a dopiero potem dostrzegamy pod grubą warstwą tę duszę, która jest jednak bardzo delikatna. I w tym właśnie momencie nie do końca zgodziłbym się z opisem. Ale może właśnie taki jest sens tej książki? By tę delikatność odkryć? Nie tylko w Leonardzie, ale w samym sobie?

Matthew Quick oczarował mnie swoją książką. Po prostu. I to nie pierwszy raz, bo czytałem "Niezbędnik obserwatorów gwiazd", od którego nie mogłem się oderwać i nie powstrzymało mnie nawet przeczytanie go po raz drugi. Zastanawiałem się więc, czy Quick potrafi zaskoczyć mnie bardziej i sprawić, że któraś z jego powieści spodoba mi się bardziej niż "Niezbędnik". Okazało się, że właśnie opowieść o Leonardzie jest o wiele lepsza. Bardzo wysoko postawiona poprzeczka poleciała właśnie w górę tak, że ledwo ją widzę. Quick ma nieziemski styl. Nie jest zbytnio wyszukany, ale taki, jaki powinien być. Tak wyglądałaby książka napisana przez Leonarda i nic więcej od autora w tym momencie nie oczekuję.

Na pochwałę zasługuje także wydanie, które nawet w trakcie czytania mnie zaskakiwało. Dobra, to może nie jest mój kolor, ani okładka też nie jest zbytnio wyszukana (chociaż jest wierna fabule) to jednak sposób, w jaki książka jest pisana także daje nam dużo do myślenia. Jest w tym coś artystycznego. Czasami jedno słowo na pustej stronie i tak przez kilka kartek. Mi coś takiego bardzo się podoba.

Chciałbym to jakoś podsumować, ale nie wiem, czy dam radę. Bo tak samo jak "Wybacz mi, Leonardzie" nie da się streścić w opisie, to tym bardziej w podsumowaniu. Ta książka urzekła mnie szczerością. W trakcie czytania poczułem to samo, co główny bohater. Leonard myślał o sprawach, które dręczą także mnie. I nie istnieje bardziej przekonujący argument, uwierzcie mi.



"Zastanawialiście się kiedyś nad wszystkimi wieczorami waszego życia, których nie potraficie sobie przypomnieć? Tak prozaicznymi, że mózg nie zadał sobie trudu, by je zarejestrować. Setki, może tysiące wieczorów rozpoczęło się i zakończyło, nie pozostawiając żadnego śladu w pamięci. Czy to was nie przeraża? A co, jeśli wasz umysł zapamiętuje te niewłaściwe wieczory?"

Moja ocena: 10/10

11 komentarzy:

  1. Od dawna mam ochotę po nią sięgnąć i jeszcze podoba się tylu blogerom. Chyba czas się za nią dokładnie rozejrzeć :)

    http://suomianne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie zaczęłam czytać tę książkę :D Początek bardzo mnie ujął, jestem ciekawa czy na koniec będę miała podobne do Ciebie odczucia :)

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się początek spodobał, ale tak bez rewelacji. Potem było już tylko lepiej :)

      Usuń
  3. Również zakochałam się w tej książce i daję jej 10/10. To nie jest "fajna" książka. Brakuje mi słowa, żeby ją opisać. Jest po prostu jedyna w swoim rodzaju. Czytając rozmyślania Leonarda miałam wrażenie, że autor spisał moje myśli słowo w słowo. Kocham, kocham, kocham!

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę przeczytałam dosyć dawno temu, ale jest ona wspaniała. Przeczytałam *pochwalę się dont kill me* wszystkie przetłumaczone książki Quicka, i teraz, radzę Ci przeczytać "Jak Gwiazda Rocka". Świetna, chociaż nieco inna, jeżeli chodzi o spojrzenie na świat, ale na pewno warta przeczytania.
    Ale "Wybacz Mi, Leonardzie" dla mnie jest to książka, którą naprawdę zapamiętam bardzo mocno. Cytaty, które z niej wyciągnęłam, pospisywałam na karteczkach i czytam je od czasu do czasu.
    Poza tym, jako człowiek dorastający *le ja*, bardzo miło jest przeczytać coś, co napisał dorosły, i w pełni dzielić jego obawy/strach/problemy. Jakoś dodaje mi to otuchy, nie wiem czemu.
    Przeczytam ją chyba jeszcze raz, przez Ciebie naszła mnie na to ochota ;u;
    Świetna recenzja! Podoba mi się, bo piszesz płynnie, zwięźle i szczerze. Cenione umiejętności c':
    Pozdrawjem - ja

    OdpowiedzUsuń
  5. Od niepamiętnych czasów gonię inne książki Quicka, bo czytałam jedynie "Poradnik pozytywnego myślenia" i był on tak świetnie napisaną powieścią, że obiecałam sobie przeczytać resztę jego książek. Wkrótce się za nią zabiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że udało mi się znaleźć tę powieść w bibliotece. Początkowo nie byłam przekonana do autora, ale po jego fantastycznej książce "Prawie jak gwiazda rocka" wiem, że i to będzie wspaniała lektura.

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest zajebiste - http://www.ermail.pl/klik/UXFfYGQB

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka czeka w kolejce, ale bardzo chcę po nią sięgnąć! Wydaje się wspaniała, uwielbiam tego typu powieści, nie mówiąc już o tym jak bardzo szanuje i uwielbiam pana Quick'a!

    http://lakaksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. To jedna z lepszych książek jakie przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń